Oddech – najprostsza modlitwa

wydech

Próbuję złapać oddech teraz, przy największym wysiłku, przy największej do tej pory fali zmęczenia. Pulsująca krew uderza w moją skroń tak, że zaczyna boleć mnie głowa. Łapczywie połykam większe hausty powietrza. Czuję, że się zaraz uduszę. Całe ciało jest zmęczone, bolą mnie stawy biodrowe i kolanowe, ale nadal biegnę.

Wiem, że zaraz będzie po wszystkim, ale czuję, że głowa odmawia posłuszeństwa. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Nogi się plączą, piecze mnie zaczerwieniona skóra na ramionach. Zacisnęłam już jakiś czas temu pięści, nie panuję nad tym. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Ostatnie kilkadziesiąt metrów. Totalne zmęczenie. Czuję, że już nie mogę, całą siłę kieruję na myśl: wdech, wydech. Dobiegam. Ktoś krzyczy moje imię, ktoś do mnie dobiega, ktoś mnie poklepuje po plecach. Wdycham zapach rozgrzanego asfaltu i swędzi mnie ciało, od poparzeń słonecznych, od wyschniętego potu na skórze. Przytula mnie przyjaciółka. Ktoś podaje mi butelkę z wodą. Oddech stopniowo zwalnia, mogę wziąć głębszy wdech. Powietrze znów zaczyna pachnieć. Tak zapamiętałam ostatnie momenty przebiegniętego półmaratonu. Wszystkie myśli skierowane wokół oddechu. I modlitwy.

Tak, ostatnie 3 kilometry przemodliłam. W rytmie swojego oddechu. Wiedziałam, że muszę zaczerpnąć i “posilić ducha”, bo ciało już ma dosyć, choć to nie pierwszy półmaraton, który przebiegłam. Potrzebowałam zawalczyć i pokonać tą “ścianę”, która nakazywała stanąć i zakończyć bieg przed metą. Te myśli, które kusiły mnie do zatrzymania się, do rozglądania się za innymi, te, które podpowiadały, że “już wystarczy”.

Wiele wschodnich filozofii i religii skupia się na prawidłowym oddechu przy różnych praktykach rozwoju duchowego. Czy chrześcijanie też się zajmują i zajmować się powinni oddechem? Już ojcowie pustyni w pierwszych wiekach praktykowali, ćwiczyli różne sposoby na budowanie relacji z Bogiem w modlitwie i podkreślali, że jest ważny. Zwraca na to uwagę m.in. Nicefor Pustelnik, który uznaje, że wraz z oddechem umysł przychodzi do serca:

Zatem usiądź, skup swój umysł, wprowadź go drogą, przez którą tchnienie wchodzi do serca. Nakłaniaj go i zmuszaj, aby zstąpił do serca wraz z wdychanym powietrzem. Gdy wreszcie tam się znajdzie, wtedy we wszystkim, co później nastąpi, nie będzie nic niemiłego czy nieradosnego. Jak mąż, który przebywał z dala od domu i po powrocie nie posiada się z radości, że dane jest mu znów widzieć dzieci i żonę, tak też i umysł, gdy połączy się z duszą, napełnia się niewysłowioną rozkoszą i weselem. Jeśli zaś, bracie, mimo wielkiego wysiłku, nie zdołasz wejść do wnętrza serca, tak jak ci nakazaliśmy, wtedy uczyń, co ci teraz powiem, a z Bożą pomocą odnajdziesz to, czego szukasz. Wiesz, że w piersi każdego człowieka znajduje się zdolność rozumowania. Tam właśnie, wewnątrz piersi, nawet gdy usta nasze milczą, rozmawiamy i zastanawiamy się, zanosimy modlitwy i psalmy, i czynimy wiele innych rzeczy.

Błogosławiony Nicefor wskazuje jak wejść do serca drogą oddychania, usiłując w ten sposób doprowadzić do skupienia intelektu. Do oddechu nawiązywali również Kalikst i Ignacy Ksantopuloi:

Równocześnie z oddechem wprowadzaj słowa modlitwy, jak powiedział Hezychiusz: „Z oddechem swym złącz czujność oraz Imię Jezusa, a także szczere rozważanie o śmierci i pokorę: jedno i drugie, jak wiadomo, jest bardzo pożyteczne”.

Ale nie on jedyny zwraca uwagę na oddech. Badacze Pisma zwracają na jeszcze jedną rzecz uwagę: hebrajskie spółgłoski użyte w słowie „Jahwe” (JHWH, יהוה), to takie, przy których wymowie nie zamyka się warg ani nie używa języka. Wielu z nich wskazuje na próbę naśladowania brzmienia wdechu i wydechu. Uznają, że to piękne porównanie do cechy, że Bóg nie może być pochwycony pod konkretnym żadnym słowem, którym moglibyśmy manipulować, ale jest co najwyżej jak powietrze, oddech czy tchnienie na naszych wargach. I że wzywamy Boga z każdym oddechem, a każda porcja powietrza jest boskim pragnieniem życia.

Założyciel jezuitów, św. Ignacy, zaproponował coś, co nazwał modlitwą rytmiczną, mówił, że każdy oddech może być dla nas źródłem nowego zwrotu ku Bogu. Proponował, by przy każdym wdechu – szeptem lub w myślach wypowiadać “Panie Jezu Chryste, Synu Boży” – a  wydychając powietrze: “zmiłuj się nade mną, grzesznym”. Chodzi o to, by pamięć o Jezusie złączyła się z oddechem. Ale i przed św. Ignacym praktykowano zwracanie się samym imieniem “Jezus” czy “Jezu mój” w rytmie własnego oddechu. Myślę, że każdy, kto choć raz spotkał się z modlitwą Jezusową, rozumie, że nie chodzi o nic innego jak o pawłowe “Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Jezus w każdym oddechu – to dopiero świadectwo życia z Bogiem!

Czasem brakuje słów, by opisać to co przeżywamy, co czujemy. Podczas modlitwy czy adoracji, gdy takie momenty się zdarzają, trwaj w nich, w milczeniu. Pomyśl, że każdy wdech i wydech jest od Niego. Że jest nieuchwytny jak powietrze, które wdychasz i wydychasz. Że wierzysz, że jest, mimo tego, że go nie widzisz. Ale daje ci życie i że jest nawet, gdy o Nim nie myślisz – jak przy oddychaniu.

Mnie to wzrusza z każdym moim świadomym wdechem i wydechem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *