Fot. Magdalena Noszczyk, Zebry z Parku Narodowego Hell`s Gate, Kenia. Bez kategorii

Bądź jak zebra!

„Zebra zabiera ze sobą paski wszędzie dokąd idzie.”

To jedno z masajskich mądrości, które poznałam podczas tegorocznej podróży do Kenii, które przyjęłam jako oczywistość. „Fajne, mądre”, pomyślałam i kupiłam w jednym z ulubionych turystycznych miejsc kartkę z wyciętą w niej zebrą i tym powiedzeniem. Zapomniałam o niej na dobrych kilka tygodni, w ferworze działań projektowych w Afryce Wschodniej, a potem w Suazi. I wróciła do mnie niedawno, przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy przeglądałam zbiór moich pocztówek, żeby wysłać życzenia bożonarodzeniowe do bliskich. Znów wpadła mi w ręce wycinana zebra z masajskim powiedzeniem, ale poruszyła mnie o wiele głębiej, w swej prostocie i mądrości.

Nie ma możliwości, by zebra pozbyła się swoich pasków, to biologiczna oczywistość. To jest jej atrybut, coś co ją określa, coś co powoduje, że nie jest koniem (należy jednak do rodziny koniowatych) czy osłem. Ma paski – to zebra. To jest jej natura. Nie zamaluje pasków, nie ściągnie ich, nie będzie galopować z kocem na grzbiecie by je ukryć, nie usunie ich operacyjnie jak niechcianego tatuażu czy blizny.

Zebra i jej paski to metaforycznie nasza natura, nasze przywary, nasze cechy, które próbujemy czasem zostawić w domu. Chcemy stworzyć dobre wrażenie w pracy, w szkole, na pierwszej randce, ważnym spotkaniu, przed rodziną. Gimnastykujemy się, żeby nasze zebrze paski nie wyszły na światło dzienne. Przykrywamy je udawanym uśmiechem, żartami, które do nas nie pasują. Ubieramy się w niewygodne ubrania, których zwykle nie nosimy, powstrzymujemy przed komentarzami, hamujemy łzy i trzymamy na wodzach swoją złość, strach, smutek. Wiemy kim jesteśmy, co przeżywamy, ale chcemy to ukryć, chcemy dobrze wypaść. Takie zachowania, przepełnione ogromnym lękiem przed brakiem akceptacji naszych pasków, naszej zebry – tego kim jesteśmy naprawdę – to wyzwanie naszych czasów. Nasze zdjęcia z filtrami na Instagramie, nasze profile na facebooku z przerobionymi starannie materiałami, szczęśliwe rodziny, uśmiechnięte dzieci – aniołki z sesji zdjęciowej, cały internetowy świat jest pełen zebr bez pasków. Tak bardzo boimy się odtrącenia, że postanawiamy zaprzeć się części siebie. Nosimy w naszych głowach przekonanie, że nie jesteśmy wystarczający, że nie wypada okazywać emocji, że lepiej być opanowaną, opanowanym. I potem, nie wiedzieć czemu, po rzekomo nienagannej prezencji i dobremu pierwszemu wrażeniu wpadamy w pułapkę, którą sami na siebie zasadziliśmy: trzeba będzie udawać dalej albo pokazać kim jesteśmy naprawdę i zaryzykować brak akceptacji. A ten strach zaczyna paraliżować jeszcze bardziej. I nim się obejrzymy, już pływamy po uszy w fałszywym obrazie samych siebie. Jak z tego można wybrnąć?

Noś swoje paski, bądź jak zebra, serio. Kłamstwo ma krótkie nogi i prędzej czy później prawda o tobie, twoje głęboko chowane cechy, których się wstydzisz wyjdą na jaw. I w najlepszym przypadku skończy się niechęcią do budowania relacji z tobą. Ciężar własnych przekonań o nas samych, które nosimy w swojej głowie warto skonfrontować z rzeczywistością – nasze cechy i przywary są nam potrzebne, naprawdę! Pomyśl o nich jak o czymś co cię broni i chroni. Jesteś nieśmiała? Może właśnie to chroni cię to przed zranieniami lepiej niż osoby wchodzące z rozpędu w relacje z ludźmi. Szybko się złościsz? Pokazujesz, co naprawdę czujesz i stawiasz od razu ludziom granice, żeby cię nie zranili. Jesteś introwertykiem? Starannie dobierasz znajomych i chronisz swój czas i energię na najbardziej wartościowe relacje.

Zebry posiadają paski, dzięki którym są widoczne z dalekich odległości i stają się łatwiejszym łupem. Z drugiej strony to właśnie te same paski utrudniają drapieżcom oszacowanie wielkości potencjalnego łupu. Ponadto paski chronią zebry przed krwiożerczymi gzami i muchami tse-tse, dla których zebra to czarno-biała plama, na której trudniej skupić wzrok. Coś, co wydawałoby się jej przekleństwem, chroni ją i daje szanse na przeżycie. Daj odpocząć swoim paskom, daj sobie możliwość bycia sobą. Bądź jak zebra, noś swoje paski.

Bez kategorii

Z Bogiem sztywno – really?

Ludzie różnie myślą o modlitwie. Często się słyszy „jak trwoga to do Boga”. Sugeruje to takie wyobrażenie, że modlitwa jest nieprzyjemna, jest ostateczną koniecznością człowieka. Oraz to, że jest odmawiana w chwilach trudnych, przy skoncentrowaniu na sobie i swoich problemach. Oraz to, że jest to czynność śmiertelnie poważna, smutna.

To bardzo ciekawe spojrzenie, dlatego że dla mnie modlitwa jest czymś dokładnie odwrotnym. Jest radością. Jest częsta i wyraża pełną miłości i akceptacji relację, do której aż się chce przychodzić codziennie. Jest najbardziej inspirującą czynnością na ziemi. Wyraża się niejednokrotnie przez taniec, śpiew, uderzanie w bębny, klawisze czy struny gitary. Jest spontaniczna, nieprzewidywalna, zaskakująca, za każdym razem inna. Nie jest jak telegram wysyłany do odległej osoby – jest zaproszeniem, które zawsze jest przyjęte przez Boga, który przychodzi i bierze w niej udział osobiście.

Ale zaraz, zaraz… czy coś się temu gościowi nie pomyliło? Czy my mówimy o tej samej religii i tym samym Bogu? Może on coś bierze? 😉

Odpowiedź leży w nieco innym miejscu. Jest nią UWIELBIENIE. Myślę, że jest to najstarsza i najwspanialsza forma modlitwy jaka istnieje i w jakiej człowiek może brać udział. Wymyka się ona wszelkim schematom, głównie dlatego że jest skoncentrowana na Bogu. Nie na tym, że mam swoją małą listę spraw TO-DO, którą chciałbym żeby On się zajął. Nie na tym, że mam swoje problemy i potrzebuję rozwiązania. Nawet nie na tym, że jestem Mu bardzo wdzięczny za różne dobre rzeczy w moim życiu! W centrum uwielbienia jest Bóg i Jego chwała. Jest to, jak cudowny, wspaniały, niesamowity jest Bóg. To jest czas, w którym można to podkreślać, wyznawać, przeżywać, zachwycać się.

Uwielbienie jest jak rakieta wystrzelona w niebo. To jest rodzaj modlitwy, który omija wszystkie nasze codzienne sprawy i trafia z naszego serca prosto do Boga. Nie ma krótszej drogi do tego, żeby się spotkać z Bogiem, i poczuć niesamowitą wolność związaną z tym, że możemy się skupić na Nim, i nie czuć całego ciężaru spraw/obowiązków, jaki na sobie na co dzień nosimy.

A najlepsze w uwielbieniu jest to, że …. Bóg baaaardzo je lubi. Lubi, kiedy jesteśmy skoncentrowani tylko na Nim. Nie to, żeby Mu to było jakoś szczególnie potrzebne. To nam jest to bardzo potrzebne. Więc Bóg chętnie uczestniczy w naszym uwielbieniu, i … zaczyna działać!

Chcesz wiedzieć więcej? Spróbuj. Gdziekolwiek, choćby w swoim pokoju.

Albo… wpadnij na 149 godzin. Sprawdź, doświadcz. Uwielbiamy. Codziennie.