Blog

Blog

Bez kategorii

Z Bogiem sztywno – really?

Ludzie różnie myślą o modlitwie. Często się słyszy „jak trwoga to do Boga”. Sugeruje to takie wyobrażenie, że modlitwa jest nieprzyjemna, jest ostateczną koniecznością człowieka. Oraz to, że jest odmawiana w chwilach trudnych, przy skoncentrowaniu na sobie i swoich problemach. Oraz to, że jest to czynność śmiertelnie poważna, smutna.

To bardzo ciekawe spojrzenie, dlatego że dla mnie modlitwa jest czymś dokładnie odwrotnym. Jest radością. Jest częsta i wyraża pełną miłości i akceptacji relację, do której aż się chce przychodzić codziennie. Jest najbardziej inspirującą czynnością na ziemi. Wyraża się niejednokrotnie przez taniec, śpiew, uderzanie w bębny, klawisze czy struny gitary. Jest spontaniczna, nieprzewidywalna, zaskakująca, za każdym razem inna. Nie jest jak telegram wysyłany do odległej osoby – jest zaproszeniem, które zawsze jest przyjęte przez Boga, który przychodzi i bierze w niej udział osobiście.

Ale zaraz, zaraz… czy coś się temu gościowi nie pomyliło? Czy my mówimy o tej samej religii i tym samym Bogu? Może on coś bierze? 😉

Odpowiedź leży w nieco innym miejscu. Jest nią UWIELBIENIE. Myślę, że jest to najstarsza i najwspanialsza forma modlitwy jaka istnieje i w jakiej człowiek może brać udział. Wymyka się ona wszelkim schematom, głównie dlatego że jest skoncentrowana na Bogu. Nie na tym, że mam swoją małą listę spraw TO-DO, którą chciałbym żeby On się zajął. Nie na tym, że mam swoje problemy i potrzebuję rozwiązania. Nawet nie na tym, że jestem Mu bardzo wdzięczny za różne dobre rzeczy w moim życiu! W centrum uwielbienia jest Bóg i Jego chwała. Jest to, jak cudowny, wspaniały, niesamowity jest Bóg. To jest czas, w którym można to podkreślać, wyznawać, przeżywać, zachwycać się.

Uwielbienie jest jak rakieta wystrzelona w niebo. To jest rodzaj modlitwy, który omija wszystkie nasze codzienne sprawy i trafia z naszego serca prosto do Boga. Nie ma krótszej drogi do tego, żeby się spotkać z Bogiem, i poczuć niesamowitą wolność związaną z tym, że możemy się skupić na Nim, i nie czuć całego ciężaru spraw/obowiązków, jaki na sobie na co dzień nosimy.

A najlepsze w uwielbieniu jest to, że …. Bóg baaaardzo je lubi. Lubi, kiedy jesteśmy skoncentrowani tylko na Nim. Nie to, żeby Mu to było jakoś szczególnie potrzebne. To nam jest to bardzo potrzebne. Więc Bóg chętnie uczestniczy w naszym uwielbieniu, i … zaczyna działać!

Chcesz wiedzieć więcej? Spróbuj. Gdziekolwiek, choćby w swoim pokoju.

Albo… wpadnij na 149 godzin. Sprawdź, doświadcz. Uwielbiamy. Codziennie.

Blog

Co kryje się pod powierzchnią?

Kawałek sera dla wygłodniałej myszy – chciałoby się rzec. Co to w ogóle za pytanie jest? Nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę egzystencjalnych patetycznych na siłę sentencyjnych pytań rzucanych od tak przed człowieka biegnącego przez życie. Idziesz sobie ulicą albo jesteś w swoim mieszkaniu, a tu puka do Ciebie ktoś, a najczęściej dwa „ktosie” i witają Cię pytaniem: czy zastanawiała się Pani nad sensem życia?
WTF? Wrażenie porównywane do pacnięcia w pokrywkę racjonalnego myślenia metalową łyżką.

Dość tych wstępów, do rzeczy.

Mam dziś urlop – mmm urlop dobra rzecz, odpocznę. I jak wyglądał ten mój urlopowy dzień w miłym okresie międzyświątecznym? Dziecię budzi mnie 6:00-6:30. Wstać trzeba szybko, bo Dziecię już chodzi, czym prędzej lecimy na nocnik jedną ręką gotując kaszkę, drugą ręką krojąc chleb na śniadanie dla mnie i dla Miłego. Znów nie ma nic do kanapki oprócz pasztetu, wrzucam więc fasolę do namoczenia na jakąś pastę. Ubieram Dziecię, po drodze też siebie. Maluję oko, i po szybkim śniadaniu jadę na zabiegi na złamaną rękę (taki to urok mam teraz). Po drodze tankuję, na zabiegach przeglądam w myślach lodówkę, czy jest z czego skleić obiad – uff, jest karp po Wigilii, coś się wymyśli. Chce mi się pić, mało piję, przez co mam złe wyniki, ale dobra, wytrzymam przecież. Po powrocie Miły z radością przekazuje mi Dziecię i odchodzi do swoich spraw (praca i inne zobowiązania), a my ogarniamy kuchnię, układamy klocki, nastawiamy pranie, zbieramy poprzednie. Denerwuję się, bo mam zaległości w pracy do nadrobienia, dziś muszę puścić zamówienie w Internecie, na mieście pare rzeczy wciąż odkładam do załatwienia. Nagle zrobiła się 13, obiad ciągle w proszku (nie licząc karpia). Nie piłam nic od rana. W moich uszach dzwoni słowo SLOW.

W dzisiejszym świecie, który narzuca nam szybkie tempo życia (życie slow staje się popularne, ale w praktyce mało chyba mamy ludzi, którzy tak żyją) wpadamy w pewien rodzaj bezmyślności lub totalnego natłoku myśli, co w konsekwencji nie pozwala nam na świadome podejmowanie decyzji i utrudnia prawidłowe ustawienie hierarchii w życiu. Chcemy mieć dużo, zrobić dużo, nastawieni jesteśmy na zadaniowość, efektywność i konsumpcjonizm. Biegniemy więc i w związku z tym zatracamy to co najważniejsze – nasze wnętrze, wiarę, rodzinę, relacje.

Co kryje się pod powierzchnią? Czego? No właśnie tego – codzienności wypełnionej po brzegi tak, że w ogóle nie myślisz o życiu. Zgodzisz się ze mną, że w głębi serca masz pragnienie czegoś więcej niż nowego telewizora i pełnej lodówki – czego? Powiem odważnie: na pewno Boga, pełnych, prawdziwych, szczerych i satysfakcjonujących relacji z innymi, pragnienie szczęścia i wolności wewnętrznej.

Drogi czytelniku, nie wiem jak się tu znalazłeś, ale trafiłeś do miejsca, w którym piszą ludzie nieustępliwie sprawdzający, czy to co jest pod powierzchnią ich decyzji, myślenia, działania i pracy jest – jakiego użyć tutaj słowa? – warte tego, by decydować, myśleć, działać i pracować. Nie znosimy banalnych odpowiedzi, nie dzierżymy obłudy wokół i w samych sobie, nie znamy recepty na całe zło świata, żyjemy nadzieją nie bycia ignorantami, poprzeczki zwykle stawiamy wysoko, jesteśmy porywczy, niespokojni i głodni życia przez duże ŻET. Ten blog ma być inny niż inne, ale nie łudźcie się – tworzą go zapaleńcy amatorzy więc super profeski nie będzie, ale nie będzie też byle czego.

Co nas łączy? BÓG. A przez niego 149 GODZIN – inicjatywa, dzięki której mamy nadzieję, że człowiek wejdzie w taki tygodniowy slow. Formy aktywności planujemy całościowo – nie jest ważna tylko sfera duchowości (chociaż dla nas jest najważniejsza, bo w Jezusie możemy mieć pełnię życia i tylko w Nim) – ale mówimy też o tym, jak ważny jest life balance, a więc zdrowe relacje, rozsądne traktowanie własnego ciała danego nam od Boga poprzez zdrowie żywienie, sport, dalej rozwój intelektualny, zawodowy, biznesowy, osobisty, rodzinny.

Na 149 jest czas.
Jest cisza i hałas i oba stany obudzą w Tobie przestrzeń.
Jest obraz i dźwięk i oba chcą Cię oderwać od tego, co znasz.
Jest kawa i książki.
Jest BÓG.