Autor: Magda_B

Bez kategorii

Oddaj zegarek, weź czas!

W południowej Afryce, w niewielkiej wiosce w Namibii żyje plemię Himba. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale jeszcze kilkanaście lat temu nikt ich nie rejestrował, kiedy się rodzili. Dlatego też wielu z nich nie zna daty swoich narodzin. Pytani o wiek odpowiadają często, że np. urodzili się wtedy, gdy cały miesiąc padał deszcz. Ich życie wygląda inaczej. Nie biegną, nie spieszą się, nie wyliczają nieustannie, ile rzeczy mają jeszcze do zrobienia. Przyjmują to, co przychodzi. Zdaje się, że jakoś bardziej kontemplują życie.

Nam trudno to sobie wyobrazić. Nasza codzienność jest naznaczona biciem zegara. Około 6.00 dzwoni mi budzik. Myje się, ubieram, jem śniadanie. Siadam na modlitwę. O 8.30 powinnam wyjść z domu, ale zazwyczaj 8.30 przychodzi zbyt szybko. Więc wyjeżdżam o 8.40. Denerwuję się na czerwone światło, korki i jeżdżących zbyt wolno kierowców. A to dopiero poranek! Ten bieg skończy się późnym wieczorem, gdy nastawiając budzik, liczyć będę ile godzin zostało do rana. Błogosławione te dni, kiedy jest chwila na refleksję, na jakiś zachwyt, na zaskoczenie… Te chwile, które wyrywają nas spod presji zegarka.

Mówi się, że Europejczycy mają zegarki, a Afrykańczycy czas.
Właśnie… Może warto dać sobie czas?
Np. 149 godzin 🙂
Bez nerwowego odliczania. Bez pośpiechu. Bez wielkich oczekiwań.
Po prostu… 149 godzin dla Ciebie i Boga.

Daj Mu się zaskoczyć!

Zapisy: http://149godzin.pl/zapisz-sie/

Bez kategorii

Wolność czyli Empire State Building albo Ribena

Całkiem niedawno w przedmowie do książki Andreasa Bopparta „New Landic” przeczytałam historię Kumbuki.
Kumbuka to goryl, który w 2016 roku zaginął w londyńskim zoo. Ku zdziwieniu i przerażeniu pracowników ogrodu, pewnego dnia klatka Kumbuki okazała się być pustą. Fakt ten z prędkością błyskawicy dostał się do mediów, a te nie próżnowały w karmieniu opinii publicznej obrazami niczym z „King Konga”. Ostrzeżenia przed wielkim gorylem biegającym po ulicach Londynu i wspinającym się na najwyższe londyńskie budynki niczym King Kong na Empire State Building w Nowym Jorku budziły przerażenie Londyńczyków. Rzeczywistość okazała się jednak dużo mniej spektakularna. Kumbuka nie opuścił nawet terenu ogrodu. Włamał się jedynie do kuchni dla pracowników zoo, gdzie spożył sporą ilość słodkiej Ribeny. Odnaleziono go szybko. Natychmiast podano mu środki uspokajające i przetransportowano do klatki, gdzie dochodził do siebie po prawdopodobnie największym w życiu cukrowym kacu.

Ta historia obudziła we mnie pytanie o moją wolność. Co z nią robię? Czy naprawdę z niej korzystam? Jezus umierając na krzyżu otworzył drzwi klatki, w której trzymał mnie grzech. Jestem wolna i powołana do rzeczy wielkich! Naprawdę w to wierzę, a jednocześnie tak często zamiast podziwiać świat z dachu Empire State Building, zadowalam się smakiem Ribeny. Dobre bo słodkie. Atrakcyjne bo nie wymaga wysiłku. Może nie odżywia ale smakuje.

Zbyt często patrzymy na życie duchowe, jak na przestrzeń pełną trudu, wysiłku, niepewności, wyrzeczeń. Popatrz choćby na swoją modlitwę.
Gdy rozmawiam o niej z ludźmi, często odnoszę wrażenie, że czują się, jakby stali u stóp wielkiej góry, na którą nie mają ochoty się wspinać. Za dużo myślimy o trudzie wspinaczki, za mało o widokach, które tam na nas czekają. Za dużo myślimy o swojej słabości, za mało o mocy Boga, który „wprowadza na skały zbyt wysokie” (Ps. 61).

Życie duchowe bywa trudne i wymagające. To prawda. Ale albo odważysz się „wyjść na miasto”, albo zamkną się z powrotem w klatce. Droga duchowego lenistwa, szukania tylko tego co słodkie i wygodne nie jest drogą prawdziwej wolności. Prawdziwa wolność to rozłożenie skrzydeł i poddanie się Wiatrowi, który wieje kędy chce.

Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał?
Pan – to Bóg wieczny,
Stwórca krańców ziemi.
On się nie męczy ani nie nuży,
Jego mądrość jest niezgłębiona.
On dodaje mocy zmęczonemu
i pomnaża siły omdlałego.
Chłopcy się męczą i nużą,
chwieją się słabnąc młodzieńcy,
lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły:
biegną bez zmęczenia,
bez znużenia idą. Iz 40,28-31

Bez kategorii

Okołoświątecznych refleksji kilka

Czasem warto coś zmienić, przesiąść się choćby o jedno krzesło w prawo, by zobaczyć rzeczywistość z nieco innej perspektywy. Patrzę na Kościół w Polsce i czasem się zachwycam, czasem rozczarowuję, czasem widzę w nim świętość i mam wiarę, że ona się tu ostoi mimo płynącej przez Europę szeroką falą laicyzacji, a czasem poprawiając okulary na nosie, tonem „eksperta” wieszczę rychłe załamanie aktualnego kościelnego „systemu”.

Dziś drugi dzień świąt. Kościół wspomina Szczepana, a ja siedzę w wygodnym fotelu w Reykjaviku i myślę o moim Kościele.
Doświadczam go tutaj inaczej. Islandczycy to głównie protestanci, ale jednocześnie jest to jeden z najbardziej ateistycznych narodów w Europie. Katolicy są tu w zdecydowanej mniejszości, choć w ostatnich latach odnotowuje się wzrost ich liczby – m.in. za sprawą napływu Polaków i Filipińczyków. Islandzki Kościół to młody Kościół. To zaskakujące w zestawieniu ze starzejącym się europejskim (w tym polskim) Kościołem. Odprawia się tu znacznie więcej chrztów niż pogrzebów. To też w dużej mierze zasługa Polaków przybywających na wyspę w wieku produkcyjnym i bądź co bądź otwartych na życie (szczególnie w warunkach jakie zapewnia tutejsze prawo).

Biskup Islandii, jedynej diecezji obejmującej całą wyspę, to David Tencer – Słowak, kapucyn. W niedzielę, 23 grudnia, odczytywany był Jego list pasterski do wiernych. Mówił w nim prosto o filmie, który oglądał ostatnio na Facebooku i który Go poruszył, o tym by w nadchodzące święta, w natłoku przygotowań, nie przegapić obecności Boga. Ten list był w gruncie rzeczy mocno kerygmatyczny. Słowo do Kościoła na dorobku, do Kościoła będącego w mniejszości, do Kościoła, który jest wciąż słaby i jednocześnie tak bardzo wezwany do ewangelizacji! Słuchałam tego listu na mszy w języku polskim odprawianej w Katedrze. W każdą niedzielę dwie z czterech mszy odprawiane są tutaj po polsku. Patrzyłam na pełen ludzi Kościół i myślałam o tym, że ich obecność tutaj ma wymiar ewangelizacyjny. W Boże Narodzenie na polskiej mszy o godzinie 13:00 obecna była islandzka telewizja – zbierali materiał na reportaż o polskim przeżywaniu Bożego Narodzenia. Wierność eucharystii, wierność tradycji, niewątpliwie jest tutaj świadectwem.

Z tej perspektywy zamyślam się dzisiaj nad polskim Kościołem. Nad tym, że w Polsce żyję wśród ludzi, którzy może trochę inaczej, ale nie mniej niż Islandczycy, potrzebują świadectwa i ewangelizacji. Każdego ranka, w całkowitej ciemności (widno robi się tutaj około godziny 11:00) siadam na modlitwę i proszę Boga o Światło. Potrzebujemy Bożego Światła, żeby posługiwać w Polsce zgodnie z Jego wolą, żeby ewangelizować z mocą, żeby być czytelnym świadectwem.

Aktualnie w Islandii widno jest przez 4-5 godzin w ciągu dnia. Od Bożego Narodzenia dzień zaczyna się wydłużać. Jakże wymowne stają się tu słowa proroka Izajasza:

Naród kroczący w ciemnościach
ujrzał światłość wielką;
nad mieszkańcami kraju mroków
światło zabłysło.
(…) Albowiem Dziecię nam się narodziło
Syn został nam dany. Iz 9, 1.5

Oby to Boże przychodzenie, Boże Światło budziło nas do ŻYCIA w Jego Mocy!

Poniżej dwa obrazy z Islandii. Pierwszy to budowa kościoła – trud i radość – one towarzyszą także budowaniu tego Kościoła z Żywych Kamieni – w każdym miejscu na świecie. Drugi to zaproszenie islandzkiego biskupa do kapłańskiej posługi na Islandii – żniwo wielkie, i tu i w Polsce – potrzeba księży, ewangelizatorów, świadków, w Kościele potrzeba Ciebie i mnie.